Po prostu
„Witaj, Kuźmo!" — rozległ się nagle znajomy, drwiący i;los Wani Mironowa. Razem z kilku nieodłącznymi przyjaciółmi, którzy od dawna już nie żyli, Mironów wszedł do pokoju. Kroczyli poważni i skupieni. Pochylili się nad nim, powalonym przeżyciami i chorobą, i jątrząc mu duszę przemawiali młodymi głosami: „No cóż, Kuźmo, zrobimy hilans. Każdy powinien do tego przystąpić w swoim czasie, a zwłaszcza ten, kto stoi nad grobem. Powiedz nam, towarzyszu, czym się możesz pochwalić, co dobrego zrobiłeś w życiu? Podobno straciłeś już zapał i niemal już przyłączyłeś się do tych, którzy uważają, że lepiej być żywym psom niż martwym lwem. Czy to prawda, Kuźmo? Trudno uwierzyć, że zapomniałeś o swych płomiennych mowach, które zdawały się zagrażać pożarem naszemu pokoikowi na poddaszu, w drewnianym domku nad Dnieprem, gdzie zbieraliśmy się. Trudno uwierzyć, że zapomniałeś o naszej przysiędze, którą złożyliśmy jeszcze na piętnaście lat przed rewolucją w dniu Tatiany, na niezapomnianym kawalerskim wieczorze: „Do samej śmierci, dopóki bije serce, ani chwili nie stać w miejscu, wciąż iść naprzód w świętej służbie narodu..."